sobota, 19 października 2013

Jesienna Sonata czyli Amerykańska Tarta Dyniowa na Orzechowym Spodzie

Można oczywiście zasmucić się i powiedzieć, że to bogactwo soczystych, świeżych owoców i warzyw, te stragany letnich obfitości, te wyprawy z płócienną torbą do warzywniaczka, te jedzone w plenerze truskawki są jedynie ciepłym wakacyjnym wspomnieniem, że zostały po nich jedynie smaki i zdjęcia ( i  wpisy na blogu ;-) ), że czasy te nie wrócą już - można słowem biadolić nad tym , że mamy jesień, że jest szaro i pada a następnie wyposażyć się w tabliczkę czekolady, ukryć się w łóżku z herbatą i w nastroju iście dekadenckim "przebiedować" do wiosny. Można. Krzyżyk na drogę i powinszowania "radości z życia". A my tym czasem zajmiemy się odkrywaniem kulinarnych wspaniałości jesieni. Skorzystamy z okazji , że mamy wspaniałą wymówkę by budować opokę na zimę i zostawimy na następne pół roku te wszystkie lekkie ( tak, że prawie ich nie ma ) świeże ( niczym zielony ogórek ) i tak niskokaloryczne ( że wręcz odchudzające ) wypieki. Te wakacyjne "nieznośne-lekkości-bytu", które gwałtem pragną wcisnąć Cię w najmniejszy możliwy rozmiar bikini. Zajmiemy się na poważnie projektem J E S I E Ń - Jeść Efektywnie Słodkości I Energię Ńagromadzać ( tak wiem , to przesada ,ale nie ma żadnego słowa na "ń" ) piekąc cięższe, bogate, rozgrzewające wypieki ! Wszystko po to aby gdy przyjdzie Z I M A (Zimna I Mroźna Atmosfera ) być w pełni gotowym na stawienie jej czoła...a podobno zima w tym roku ma być dosłownie mrożąca krew w żyłach ! Dzisiaj zajmiemy się tradycyjnym ciastem amerykańskim , pieczonym zazwyczaj na Święto Dziękczynienia. Przyznaję, że troszkę się z nim pośpieszyłam ...Ale miałam na nie tak ogromną ochotę - nieważne, że nigdy go nie jadłam ! W końcu co dzień jest coś za co można "dzięki czynić", czyli po prostu dziękować. Na przykład  za to, że nasz świat i życie jakie by czasem nie było to JEST ...a że lepszy rydz niż nic  to do dzieła - dziękujmy ciastem !

 
 

Składniki na kruchy orzechowy spód :

 

- kostka masła ( 250 g )

-1 żółtko

-jedna czubata łyżka cukru

-mąki na oko

-zblendowanych na pył orzechów również na oko


Tak nadszedł ten czas, że ze skrupulatnego , ostrożnego i bojaźliwego cukiernika pieczącego z nosem w książce kucharskiej zamieniłam się w jedną z tych "starych" , doświadczonych domorosłych kuchareczek, które zapytane o ilość jakiegokolwiek składnika w upieczonym przez nich cieście krzywiły się w ten jakże charakterystyczny sposób by w końcu wypowiedzieć to magiczne ( i jakże interesujące ) : "Ile...?No...No tak... NA OKO!". A ty człowieku patrzysz na nią ( wewnętrznie pianę toczysz z ust ) i myślisz sobie ile ty tej mąki do tego ciasta nasypiesz BO CZY TE OCZY MOGĄ KŁAMAĆ ? Obiecuję jednak, że w dalszym ciągu będę podawała dokładne proporcje składników. Po prostu tym razem uznałam, że do głupiego spodu do tarty nie potrzebuję jakiś wielkich przepisów...I nie myliłam się !


Miękkie masło umieszczamy w misie miksera i miksujemy z łyżką cukru. Mikserem ubijamy masło aż będzie białe i puszyste. Następnie dodajemy jedno żółtko i miksujemy. Teraz dodajemy stopniowo mąkę aż do uzyskania ładnej masy na kruche ciasto , plastycznej w wyrabianiu ale też niezbyt mokrej od masła, żeby ciasto nie wyszło za tłuste. Na koniec dodajemy orzechów "na oko" i ponownie miksujemy. Ciasto wyrabiamy.

UWAGA ! Teraz ujrzycie słowa ( których być może niektórzy cukierniczy puryści czy purytanie woleliby nie ujrzeć ) , słowa które bolą, ale idąc za językowym motywem przewodnim dzisiejszego przepisu : Moi drodzy , przecież prawda w oczy kole. NIE MROZIMY CIASTA BO PO CO TYLE CZEKAĆ. Tak wiem będzie się łatwiej wałkowało i będzie bardziej kruche no i jak robimy ciasta maślane to nie będzie się tak kleić i łamać w dłoni. Ale gdzie tam przy spodzie mrozić to 2 godziny w lodówce ?

 

Dlatego dla konserwatywnych kucharzy : na dwie godziny do lodówki. Dla freestyle'owców : odrywamy po kawałku ciasto i wykładamy nim formę do tarty.

 Następnie nakłuwamy spód widelcem  wielu miejscach i wkładamy na około 20 minut ( po prostu do przyrumienienia się spodu ) do piekarnika nagrzanego do 200 C.

Niczym nie obciążamy chyba, że bardzo chcemy bo po co tak kasze czy fasolkę marnować? Chyba, że ktoś jest szczęśliwym posiadaczem tych magicznych ceramicznych kuleczek do obciążania wtedy powinszowania takiego profesjonalnego sprzętu. Tarta jednak piecze się ładnie i bez bąbli nawet bez takich "bajerów".


 Ale ja jestem dowcipna w tym wpisie.


Jak się upiecze - to wyjmujemy (  to tzw. Złota Zasada Cukiernictwa )


Teraz zabieramy się za masę dyniową !

 

 

 

 

 

Składniki na masę dyniową :

 

-około 1 kilograma 200 g dyni makaronowej

-szklanka cukru

-2 łyżki przyprawy piernikowej

-około 80 ml śmietany 30 %

-cztery jajka


Dynię myjemy, kroimy na małe kawałki ( im mniejsze tym dynia szybciej się upiecze ) i układamy na blaszce wyłożonej folią aluminiową. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 C aż dynia będzie mięciutka. Wyjmujemy z pieca i  odkrajamy dynię od skórki. Dynię umieszczamy w misie blendera i blendujemy na puree ( na mus ). Mus z dyni umieszczamy w misie miksujemy z cukrem. Dodajemy przyprawy korzennej , jajka i miksujemy. Na koniec dodajemy kremówkę i ponownie mieszamy przy użyciu miksera. Masę dyniową wylewamy na spód i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 C na około 50 minut do godziny. Ogółem to trzeba sprawdzać czy masa dyniowa się ścięła i nie pływa. Wyjmujemy sprawdzamy suchym patyczkiem czy ciasto cię upiekło. Chłodzimy przez noc w lodówce ( no a przynajmniej 4 godziny ). Ja moje ciasto ozdobiłam malutkimi bezikami ( które bardzo dobrze skomponowały się ze smakiem ciasta ) ale może też tradycyjnie ozdobić brzegi ciasta bitą śmietaną ( najlepiej domową ).

 
 



Voila ! Bon Apetit !

 

 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Lody Chałwowe z Prażonym Sezamem ♥

Kto z Was wiele razy w życiu marzył o zrobieniu lodów ale zawsze odpuszczał myśląc , że : a) wymaga to specjalnego sprzętu ( np. Thermomixu ♥ ) b) jeżeli już nie wymaga specjalnego sprzętu to jest to trudne c) jeżeli już nawet nie jest takie trudne to z pewnością jest czasochłonne d) jeżeli jest czasochłonne to na pewno w dodatku wymaga mieszania co kilkanaście minut zamarzającej na bryłę lodu masy e) bez specjalnego sprzętu z punktu a) lody na pewno nie będą smakowały jak lody i w efekcie i tak wszyscy pójdziemy do Akwarium - lodziarni na Saskiej Kępie (przyp.bloggerki♥). Otóż ja również przez długi czas tak jak wy o zrobieniu własnych lodów jedynie marzyłam... a potem kupowałam litrowy kubełek Grycana i topiłam w nim moje niespelnione marzenia cukiernicze , opłakując przy tym brak Thermomixu lub przynjemniej najprostrzej maszynki do lodów. Jednak sytuacja zmieniła się, gdy zaczęłam napotykać w blogosferze a nawet w szanujących się magazynch kulinarnych na lodowe przepisy niewymagające posiadania nieszczęsnej maszynki ! Czyli jedank nie wszystko stracone ! Mimo to nie było jednak tak kolorowo , cykałam się tej lodowej akcji strasznie - wszystkie porażki kulinarne bardzo ciężko przeżywam ( do tej pory nie mogę sie pozbierać po Wielkim Fiasko z Ciasteczkami Amaretti z 2011 r. ! ). I doprawdy gdyby nie te upały jak z tropików ,przez które żhyć sie odechciewa przez ostatnich kilku dni , nie zdecydowałąbym się tak szybko na zrobienie domowych lodów ( i to byłby błąd bo zrobienie tych lodów to banał na poziomie kulinarnych umiejętności przedszkolaka ale o tym zaraz ). Jednak 35-stopniowy upał i oddalona o długość ulicy Francuskiej lodziarnia robią swoje i klamka zapadła : kręcimy lody ! Przepis na Lody Chałwowe z Prażonym Sezamem znalazłam w ostatnim numerze KUKBUK'a i serdecznie go polecam. Nie powiem, nie powiem - cykałam się. Moja masa na lody, przelewana do plastikowego pojemnika wyglądała jak najzwyklejsza "wcale-nie-taka-bita" bita śmietana....Spodziewałam się klęski. Widziałam już ( oczyma duszy mojej ) całą tę moją śmietanę ( bo bądź co bądź tym włąśnie była : KUPĄ SŁODKIEJ , SEZAMOWEJ ŚMIETANY KREMÓWY ) jak albo opada i rolewa mi się w tej zamrażalce albo wręcz przeciwnie , zamarza na kryształ lodu , na którym co najwyżej można połamac sobie zęby. Mówiąc prościej : CZEKAŁAM NA NAJGORSZE. Jednak po około 5 godzinach nerwowego mrożenia , otworzyłam z ciekawością zamrażalnik, otworzyłam pudełko, nieśmiało wbilam łyżeczkę w tę moją śmietankę i...wyobraźcie sobie, że nie napotakłam tej bryły lodu, której tak się bałam tylko ...NAJPRAWDZIWSZE LODY ! Szybko wyjęłam pudełeczko i nałożyłam sobie cały pucharek. Nawaliłam na to jeszcze jakiś pokruszonych ciasteczek , wetknęłam weń specjalnie kupione na te okazję lodowe wafelki i...spróbowałam... Powiem tyle : dźwięk trąb jerychonskich obwieszczających koniec świata nie oderwalby mnie od tego pucharka ! Niebo w gębie ! Nie tylko naprawdę smakowały jak takie z lodziarni to były od nich o kilka klas lepsze ♥ ! Już nigdy nie pójdziecie do lodziarni ! Słowem : sukces. Słowem : smak. Słowem : sama... nie wiem już co , po prostu są super ! Kochani, jeszcze miesiąc wakacyjnych temperatur przed nami , zróbmy w końcu należyty użytek z naszych zamrażalników i... Chodźmy , chłodźmy ! 



Składniki :
-200 ml śmietany 36 % dobrze wychłodzonej
-120 ml skondensowanego mleka dobrze wychłodzonego
-4 łyżki pasty tahini
-2 łyżki rumu
-2 łyżki podprażonego na patelni sezamu

+ plastikowe pudełko z pokrywką



Śmietane i mleko łączymy razem w misce i ubijamy aż do uzyskania gładkiej , puszystej ( ale nie sztywnej ) masy. Dodajemy pastę tahini i delikatnie łączymy ją z masą, np. przy pomocy silikonowej szpatułki. Następnie dodajemy rum i ponownie ostrożnie łączymy z masą. Gotową mase przelewamy do plastikowego pojemnika , posypujemy z wierzchu prażonym sezamem, zamykamy i wkładamy do zamrażalnika na całą noc. Jeżeli robicie lody rano ( tak jak ja ) to po około 5,6 godzinach powinny byc już dobre. Pamiętajmy, że jezeli dluzej przechowujemy nasze lody - musimy je wyjmować na 5 minut przed podaniem.

Voila ! Bon Appetit ♥ !        

sobota, 20 lipca 2013

Obłędne Pierogi z Jagodami ♥

Wbrew powszechnej opini, lato to nie tylko czas błogiego odpoczynku, gdy góruje nad nami duch "sielskości" , słóńce praży, ludzie uciekają ze stolicy bo robi się tu nieprzyjemnie niczym latem w Petersburgu XIX-wieku tak sugestywnie opisywanym przez Dostojewskiego w "Zbrodni i karze". Ktoś musi się w końcu troszczyć aby beztroskim być mógł ktoś ! To również ważny czas zobowiązań dla bloggerów kulinarnych. Jest przecież kilka takich "must-cook'ow" , do których przyrządzenia każdy domorosły kuchcik czuje się latem zobowiązany. Trudno , cóż poradzić ? Zachciało się być następnym Gorodnem Ramseyem / Michelem Roux / Nigellą Lawson - to trzeba teraz starać się o miano mistrzyni patelni, no - przynajmniej w okręgu blokowym z aspiracjami na rozniesienie się dobrego słowa po tzw. "dzielni" ( dzielnia - (pot.) dzielnica ; przyp. bloggerki ) ! Owo zobowiązanie do "zaliczenia" określonych pozycji na liście kulinarnych ekscesów wakacyjnych jest w oczywisty sposób związane z wysypem owoców i warzyw, których tak brakuje nam w inne pory roku. Tak więc , nim soczyste i kolorowe maliny , truskawki , jeżyny i inne na solidne dziewięć miesiecy znikną nam sprzed oczu ( i z talerzy ), należy je zapiec, ugotować, zamrozić lub przerobić na szereg słoiczków, które ratować nas będą w chwilach fruktozowego glodu gdy już zasypią nas śniegi. Do takich "must'cook'ów" należą oczywiście wszelkiego rodzaju ciasta ucierane lub drożdżowe z owocami i kruszonką, konfitury z truskawek i malin, Eton Mess i inne desery z kremu, bitej śmietany i naszych owocków no i oczywiście pierogi ! Nasze sztandarowe P I E R O G I , i to z O W O C A M I ♥ Koniecznie świeżymi - można sobie mrozić ale i tak nic zastąpi tego soku wypływajacego na talerz i kawałków soczystych truskawek lub jagód, mieszających się malowniczo na talerzu ze śmietaną ♥ Dzisiaj wersja z jagodami - barwimy jezyki ( oby nie ubrania ! Przy tym daniu zdecydowanie fatuszek to najlepszy przyajciel kuchcika ! ) na fioletowo ! Załączam też mój wypróbowany przepis na pierogi : banalny, szybki i N I E Z A W O D N Y. Notabene świetny zarówno do słodkiego jak i wytrawnego nadzienia. No dobrze, tyle na dziś przedmowy, bo jak wszyscy wiemy : od gadania nikomu jeszcze pierogi się nie ulepiły ! W końcu jak głosi eee "stare" porzekadło czy, jak kto woli, jedna z wielu mądrych sentencji o pierogach : "Miast lepienia czcze gadanie ? Na czczo się już pozostanie !" ♥ 



Składniki :
-2 i 1/2 szklanki z "lekkim czubem" mąki pszennej
-jajko
-1/3 szklanki letniej wody
-2 łyżki oliwy
-szczypta soli
-jagody.... hmmm nie pamiętam ile ich było , z ciasta wychodzi około 12 większych pierogów...ale jagód nie było wcale tak dużo, sądze że 20 dag w zupelności wystarczy
-2, 3 łyżki białego, drobnego cukru
+ mąka do posypania stolnicy 


Wszystkie składniki wrzucamy do miski , miksujemy aż uzyskamy gładką masę. Podsypujemy ja troszke mąką i wyrabiamy dłońmi aż uzyskamy gładką, elastyczna masę. Rozwałkowujemy na posypanej mąką stolnicy. Okrągłą szklanką wycinamy koła. Jagody pluczemy , umieszczamy w misce i dosypujemy do nich 2-3 łyżek cukru. Mieszamy. Do każdego kólka łyżeczkę jagód. Zalepiamy. Wrzucamy na wrzącą wodę i gotujemy aż do ich wypłynięcia na powierzchnię. Podajemy ze śmietaną i cukrem ♥ !





Voila ! Bon Appetit ♥ !

piątek, 19 lipca 2013

Chleb Kukurydziany z Ziarnami Kukurzydzy.

Po sukcecie Włoskiej Foccaci z Rozmarynem , czas na Francuski Chelbek Kukurydziany. Jeżeli ktoś myśli, że Francuskie wypieki ograniczają się jedynie do bagietki i croissanta to zdecydowanie nie docenia ( o generaliowaniu i ignorancji kulinarnej nie wspominając ) bogactwa kuchni francuskiej. I nie mówię tu o istnieniu całej ( jakże różnorodnej ) gamy wypieków z ciasta francuskiego ale o C H L E B I E. Prawdziwym , pysznym francuskim chlebie. Dzisiejszy chleb to całkowite przeciwieństwo wyobrażeniu o lekkości, puszystości i delikatnym smaku, które to tak często przypisuje sie wypiekom rodem z Heksagonu. Jaki jest ? Cięki, wilgotny w środku, mięsisty, o mocnym kukurydzianym smaku. O tych cudownych niespodziankach w postaci pojedynczych ziarenek pieczonej kukurydzy nie wspominając bo brak jest słów aby wyrazić niezwykłe doznania smakowe , które towarzyszą tym "niespodziankom". Nie myślcie jednak, że chleb jest tak ciężki , że nie rośnie. Przeciwnie , stosując się do przepisu , otrzymacie idealny bochenek, z wyrosniętą i pękniętą na środku górką. Przepis nie jest mój i nie przeze mnie jest odkryty. Inspiracją jest strona Kwestia Smaku, który serdecznie polecam. Potwierdzam słowa autorki strony : chleb zdecydowanie najlepszy jest w dniu pieczenia, a dokładniej świeżo-wyjęty z piekarnika i posmarowany grubo masłem. Mmmmm i żadnych dodatków już nie trzeba, chociaż autorka zapewnia , że wybornie smakuje z salami. Ja ( wegetarianka ) polecam połączenie gorącego chleba z masłem i camembertem i na tym koniec ! W ten sposob w pełni docenimy smak naszego wypieku. Vive le pain ♥ ! Vive la cuisine francaise ♥ !   



Składniki :
-1 jajko roztrzepane
-1 i 1/4 szklanki ciepłej wody
-4 i 1/2 łyżeczki suchych drożdży
-1 szklanka kaszki kukurydzianej
-3 i 3/4 szklanki maki pszennej
- 1 łyżka soli
-50 g masła
-2/3 szkalnki kukurydzy z puszki ( bez zalewy )
 

W misce mieszamy drożdże z wodą. Przykrywamy. Odstawiamy na 5 minut. W tym czasie przesiewamy w dużej misie mąkę z kszaką. Dodajemy roztrzepane jajko i wodę z drożdżami i miksujemy mikserem z końcówką do ciasta drożdżowego. Dodajemy masło i sól. Ponownie miksujemy. Wyrabiamy ciasto dłońmi, aż stanie się gładkie i elastyczne. Wtedy dodajemy kukurydze i dokładnie łączymy ją z masą. Jeżeli ciasto troszke się rozwodni ( moje tak zrobiło ) dodajemy troszkę mąki pszennej i wyrabiamy. Ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy na godzinę do wyrośniecia. Po godzinie ciasto przekłądamy do wysmarowanej masłem, podłużnej formy. Przykrywamy ściereczką i ponownie odstawiamy na godzinę. Po godzinie wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 C na kratce w środkowej części piekarnika. UWAGA : na najniższej półce piekarnika kładziemy żaroodporne naczynie wypełnone wrzącą wodą ( nie musi jej być bardzo dużo ). Pieczemy 1 godzinę. 



 A to ze śniadania ♥ Z chlebem w roli głównej naturalnie ♥ 


Voila ! Bon Appetit ♥ !   


czwartek, 18 lipca 2013

"Czy to tiramisu ? Czy to tort Daquois ? Nie ! To dlaczego to jest takie dobre...?" ROGALE.

Dzisiejsze rogale w pełni "are living up to the title" ♥ Przebijają wszystko ! Upiecz je , a zdziwisz się, że wolisz je od tiramisu, Sachertorte, tortu Daquois , ciasteczek Oreo i wielu wypieków z kremem , masłem orzechowym czy przesłodzoną masą. Co więcej, będzie ci głupio, że do szczęścia nie potrzeba ci więcej tylko tego wypchanego domową konfiturą półksiężyca w buzi - i życie jest piękne ! Nie bez powodu rogalik i szeroki uśmiech mają dokładnie taki sam kształt ! Rogalik to prosota , z bogatym wnętrzem, jednak wnętrzem bezpiecznym , bezz niespodzianek. Od lat, kruchy rogalik kryje tradycyjnie pyszną konfiturę i choć faktycznie bardzo dobra jest ta z roży to są też inne smaki - nie dyskrymnujmy innych konfiturek ! U mnie dziś w rogaliku nadzienie w trzech smakach : konfiitura wiśniowa i borówkowa i  powidła ♥ Mmmmmmm o wsyztsko to owinięte oysznym rogalem, skąpane w słodkim lukrze i posypane cukrem pudrem ? I co ? Czy naprawdę trzeba nam trzech płatów ciasta i bogatego kremu ? Czy więcej radości nie sprawi nam ten roglik ? Szczególnie, ze jeżeli liczycie na to , że maciu tu do czynienia z kruchym rogalem...to krucho z Wami ! Ten rogal nie chrupie ..nie kruszy się..On jest MIĘCIUTKI ! Z kruchego ciasta, ale wręcz się lekko CIĄGNIE ! Fenomenalne ciasto i to tak proste w przygotowaniu bo bez jajka. Przepis pochodzi z książki kucharskiej poświęconej kuchni polskiej, którą babcia sprezentowała mojej mamie szmat czasu temu. Dziś to wszystko , zapraszam na rogola !


  Składniki :
-2 i 1/2 szklanki mąki krupczatki
-250 g masła
-250 g serka homogenizowanego o smaku waniliowym
-kilka kropli aromatu śmietankowego ( może być waniliowy , rzecz gustu )
-konfiturki jakie tam chcecie ( tylko UWAGA : muszę być DOBRZE WYSMAŻONE tzn. GĘSTE , powinny mieć wręcz konsystecje dżemu - inaczej ciężko Wam będzie zwijać rogaliki bo konfitura będzie wypływać )
-1/2 szklanki cukru pudru
-łyżka soku z cytryny 


Mikserem siekamy mąkę z masłem. Dokładamy serek i miksujemy, dodajemy aromat , miksujemy. Uwaga , masa będzie dość miękka i klejąca, to nie jest typowe kruche ciasto !!! Porządnie omączamy łapki i formjemy z ciasta kule , dosypując troszkę mąki jeżeli zajdzie taka potrzeba ( u mnie zaszła ). Formujemy kulę , lub ( jak ja ) wkladamy ciasto do miski , przykrywamy folią i szast ! Szast - czyli do lodówki na godzinę. Rozgrzewamy piekarnik do 200 C. Po schłodzeniu ciasto wyjmujemy i rozwałkowujemy na omączonej stolnicy omączonym walkiem. Powiem Wam, że im cieńsze ( ale bez przesady bo wam się rozerwą ! ) rogaliki tym mocniejszy był ich smak i tym bardziej mi smakowały. Ciasto kroimy na podłóżne trójkąty równoboczne. Do każdego trójkącika nakładamy u podstawy troszkę konfiturki i zawijamy w rogalik. I tak do wyczerpania się ciasta. Wyjdzie Wam około 40 średnich rogalików. Gotowe rogaliki ukladamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy 25 minut. Upiecone rogale studzimy. Z soku z cytryny i cukru pudru robimy lukier. Czyli po prostu mieszamy energicznie , można przy użyciu trzepaczki, aż zrobio się lukier. Bez grudek. Przestudzone rogaliki hojnie smarujemy lukrem ( oprocz konfitur to jedyna słodycz, ale wychodzą wtedy barrrrrdzo słodkie ♥ ! ). Jeżeli jesteście cierpliwi - czekacie aż lukier zastygnie i przed podaniem posypujecie cukrem pudrem. 





Jeżeli jesteście mną - zajadacie od razu , brudząc się płynnym lukrem i od czasu do czasu posypując rogaliki cukrem pudrem , ktory i tak zaraz się rozpuszcza przez ten cholerny, płynny jeszcze lukier ! Ale jest bosko ♥  ! 

Voila ! Bon Appetit ♥ !   


poniedziałek, 15 lipca 2013

Ukłon w stronę Francji : Czekoladowa Delicja wg Pierre'a Hermes ♥

W związku z niedawnym Świętem Narodowym Francji publikuję przepis na ciasto, które choć pieczone miesiąc z górkom temu - dopiero dziś doczekało się swojej premiery. I całkiem niesłusznie bo ciasto jest zniewalające w smaku  ♥ ! Nie mogło być inaczej - przecież nie dośc , że to francuski przepis, to jeszcze należy do samego Pierre'a Hermes ♥ Ciasto nie bez powodu nazywa się Delicją , w smaku jest niebiańskie. Upiekłam je na imprezę dla znajomych mojej mamy, gdzie przyznam , że zrobiło furorę ! Nie szkodzi , że zostało mylnie wzięte za amerykańskie "Brownie". W smaku faktycznie jest podobne, jednak o pare klas wyższe od popularnego wypieku z U.S.A. ! Bardzo mocno czekoladowe, przyzdobione z wierzchu wyrazistym w smaku kakao , którego gorycz przełamuje cukier puder zdobiący obrzeża Delicji ♥  Jeżeli jesteście amatorami czekolady albo ciasta Brownie - poczujecie się dziś jak dopieszczeni konserzy ♥ Wystarczy tylko je upiec ... Teraz troche "lifestory" do tych górnolotnych , choć szczerych słów zachwytu... Przepis pochodzi z ksiązki kucharskiej Pierre'a Hermes , którą dostałam od mamy na tegorocnzą Gwiazdkę. Bardzo się ucieszyłam z prezentu... Naprawdę ! Tylko wpędził mnie on w straszne poczucie winy, bo mialam juz dokładnie TĘ KSIĄŻKĘ KUCHARSKĄ, o czym mama nie mogla wiedzieć bo na mojej półce figuruje ona w wersji oryginalnej... francuskiej. Nie mniej jednak okazało się duża podporą, bowiem pomimo wielu lat nauki jezyka, niektore przepisy z mojej książki ciężko mi było rozszyfrować , a dzięki mamie : problem z głowy ! Dzisiejszy przepis odpisuję więc dla was z polskiej wersji książki tego cudownego cukiernika ♥

P.S. Przepraszam za ostatnie krótkie wpisy ..jednak musicie zrozumieć : W A K A C J E ♥   





Skladniki :

-4 jajka
-150 g cukru pudru
-150 g masla
-200 g gorzkiej czekolady najwyższej możliwej jakości
-2 łyżki mąki
- 100 g mielonych migdałów




Wykonanie :

Oddzielamy białka od żółtek. Żółtka ucieramy przy uzyciu miksera w misie, razem z cukrem, aż uzyskamy białą , puszystą masę. Masło i czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, mieszamy i dodajemy do masy jajecznej. Mieszamy. W osobnym naczyniu przesiewamy mąkę z migdałami i, cały czas mieszając, dodajemy do masy czekoladowo-jajecznej. Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli. Ostrożnie dodajemy i delikatnie łączymy z masą. Tortownicę smarujemy masłem i wypełnimay ciastem. Ciasto pieczemy w piekarniku nagrzanym do temperatury 220 C przez około 20 minut. Sprawdzamy patyczkiem czy ciasto jest gotowe : wetkniety w środek ciasta patyczek powinien być LEKKO wilgotny. Wyjmujemy , studzimy. Całą powierzchnię ciasta opruszamy prawdziwym, holenderskim kakao a obrzeża dodatkowo przyzdabiamy cukrem pudrem ♥ !



Voila ! Bon Appetit ♥ ! Vive la France !

sobota, 22 czerwca 2013

ZAPROSZENIE ♥

Zapraszam Was kochani bardzo serdecznie do odwiedzania mojego drugiego bloga : My Way of Becoming ♥ Dzielę się tam z Wami moimi zmaganiami z tańcem i zdrowym stylem życia ♥

Bienvenue a Durszlak ♥

Durszlak.pl